BKS Stal Bielsko-Biała - Beskid Skoczów 0:4 (0:1)
Przełamania nie ma. BKS Stal z kolejną porażką - tym razem nasi zawodnicy musieli uznać wyższość Beskidu Skoczów.
BKS Stal Bielsko-Biała - Beskid Skoczów 0:4 (0:1)
Bramki:
0:1 Pietraczyk (38’)
0:2 Waliczek (76’)
0:3 Waliczek (88’)
0:4 Szczyrba (90’)
BKS: Dyduch - Waliczek, Korczak (46’ Borutko), Gembala, Biela, Waakoonwi, Kozioł, Michałek, Dudajek (81’ Zieleźnik), Łoś, Loranc
Nie dostarczyło wielu emocji spotkanie BKS-u z Beskidem w premierowych trzech kwadransach. Nie to, że na boisku nie działo się nic, ale brakowało sytuacji strzeleckich z gatunku klarownych. Trudno za takową uznać próbę Michała Pietraczyka z 10. minuty, wszak był w trudnej pozycji. Następnie Jakub Krucek uderzał nad bramką. W 30. minucie groźnie zapowiadające się dogranie Kacpra Zątka w porę przechwycił Filip Dyduch. 120 sekund później bialska Stal odnotowała pierwszą okazję - kąśliwe uderzenie Jakuba Loranca obronił czujny Konrad Krucek.
W 38. minucie kibice zobaczyli premierowe trafienie. Skoczowianie udokumentowali swą optyczną przewagę po trafieniu Pietraczyka, który głową - z bliskiej odległości - sfinalizował dogranie z lewej strony.
Po zmianie stron BKS ruszył odważniej do ataku. Szanse do wyrównania mieli Krystian Dudajek, Ryszard Borutko (po świetnym podaniu Dariusza Łosia) czy Loranc. Skuteczność była jednak po stronie gości. W 76. minucie skoczowianie prowadzili 2:0 po golu Adama Waliczka, skutecznie puentującego ładną akcję swej drużyny. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry Beskid zadał dwa decydujące “ciosy” - znów bramkę fetował trafienie, tym razem po dograniu Michała Szczyrby, a na koniec asystent wcielił się w rolę strzelca wykazując się skuteczną dobitką.