BKS Stal Bielsko-Biała - MRKS Czechowice-Dziedzice 0:3 (0:3)
Atmosfery meczu na trybunach nie powstydziłby się niejeden klub na szczeblu centralnym. Dziękujemy kibicom za stworzenie tak fantastycznego spektaklu! Na boisku w meczu przyjaźni sentymentów jednak nie było - liderujący w V lidze MRKS pokonał BKS Stal 3:0.
BKS Stal Bielsko-Biała - MRKS Czechowice-Dziedzice 0:3 (0:3)
Bramki:
0:1 M. Byrtek (20')
0:2 Wróbel (24')
0:3 Wójtowicz (30')
BKS: Dyduch - Porębski (65’ Stanisławski), Dudajek (60’ Borutko), D. Waliczek, Bojdys, Łoś (80’ Santos), Matvieienko (68’ Olma), A. Waliczek (46’ Cichy), Michałek (22’ Kuśmierczyk), Duś, Biela
Mecz od pierwszych minut toczył się w żywym tempie, a inicjatywę początkowo przejęli goście. Już w 3. minucie Marcin Wróbel próbował pokonać bramkarza uderzeniem głową w trudnej sytuacji. BKS odpowiedział bardzo szybko. W 5. minucie groźnie uderzał Błażej Porębski, lecz na wysokości zadania stanął Łukasz Byrtek.
Decydujący dla przebiegu pierwszej połowy był fragment między 20. a 30. minutą. W 20. minucie MRKS wyszedł na prowadzenie. Po dośrodkowaniu Filipa Gajdy z rzutu rożnego, Marcin Byrtek skutecznie zamknął akcję strzałem głową. Cztery minuty później było już 2:0. Ponownie kluczową rolę odegrał Gajda, który precyzyjnie dośrodkował z rzutu wolnego, a Wróbel skierował piłkę do siatki.
Goście nie zwalniali tempa. W 26. minucie bliski zdobycia kolejnej bramki był Szymon Byrtek, jednak jego uderzenie głową po stałym fragmencie gry minimalnie minęło cel. Co się odwlecze, to nie uciecze – w 30. minucie Patryk Wójtowicz wygrał pojedynek z obrońcą i w sytuacji sam na sam pewnie podwyższył prowadzenie na 3:0. Jeszcze przed przerwą swoją szansę miał Adrian Pindera, lecz jego mocny strzał zatrzymał się na słupku.
Gospodarze po zmianie stron szybko stworzyli sytuację po wysokim pressingu, jednak Łukasz Byrtek zachował czujność. Z czasem MRKS dalej szukał kolejnych trafień, ale BKS poprawił grę w defensywie i nie pozwalał już rywalom na tak klarowne okazje. W 69. minucie świetną interwencją popisał się Filip Dyduch, wygrywając pojedynek sam na sam z Danielem Iwankiem. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie.