LKS Czaniec - BKS Stal Bielsko-Biała 1:0 (1:0)
Po dwóch pucharowych starciach, nadszedł czas na ligową inaugurację. BKS Stal w 1. kolejce V ligi gr. 2 mierzył się na wyjeździe z LKS-em Czaniec. Z wygranej 1:0 cieszyli się gospodarze, jednak Bialska Stal zaprezentowała dobry futbol, co optymistycznie wpływa na dalszą część sezonu!
LKS Czaniec - BKS Stal Bielsko-Biała 1:0 (1:0)
Bramka:
1:0 Moiczek (13')
BKS Stal: Dyduch - K. Dokudowiec (60' Borutko), Kocemba (79' Pala), M. Dokudowiec (46' Paul), Waakoonwi, Gembala (46' Kuśmierczyk), Brotoj, Jachyra (60' Włodarczyk), Duś, Biela, Loranc
- Nie powiem, że jestem rozczarowany, bo wiem, z jakiego miejsca startujemy, ale nie jestem zadowolony, bo wiem, dokąd zmierzamy. Było czuć w LKS-ie mocnych piłkarzy i dobrą drużynę, ale były momenty, w których mogliśmy wyrwać zwycięstwo. Ekipa z Czańca mądrze się jednak broniła i w kluczowych momentach potrafiła zachować zimną krew. Pierwsza połowa była dla LKS-u. Ciężko było nam się przestawić na boisko i sposób gry gospodarzy - mówi nam Wojciech Fluder, trener BKS-u.
Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęli gospodarze. Już w 13. minucie Filip Moiczek popisał się kapitalnym uderzeniem sprzed pola karnego. Lewą nogą posłał piłkę idealnie w samo okienko bramki BKS-u, zdobywając efektownego gola. Kilka chwil później Moiczek miał kolejną okazję do podwyższenia prowadzenia, ale tym razem na wysokości zadania stanął Filip Dyduch. Bramkarz BKS-u poradził sobie z jego próbą. Tuż przed przerwą bliski drugiego gola dla Czańca był z kolei Filip Handy. Po podaniu Mojeszczyka znalazł się w dogodnej sytuacji w polu karnym, lecz ponownie dobrze interweniował Dyduch. BKS w pierwszej połowie długo nie potrafił poważniej zagrozić bramce gospodarzy, wyjątkiem była dobra sytuacja w 43. minucie. Po długim podaniu Dyducha do piłki dopadł Legbo Waakoonwi, ale nie zdołał skierować piłki do siatki.
Po zmianie stron obraz spotkania nieco się zmienił. BKS częściej próbował przedostać się pod bramkę gospodarzy, ale brakowało ostatniego podania i skutecznego wykończenia. W kilku sytuacjach zawodnicy LKS-u blokowali ostatnie piłki, nie pozwalając rywalom na oddanie groźnych strzałów. W końcówce spotkania gospodarze musieli jednak zachować szczególną koncentrację. BKS próbował doprowadzić do wyrównania, a swoje okazje miał m.in. Daniel Kocemba. Defensywa LKS-u spisywała się jednak bez zarzutu. W 85. minucie zespół z Czańca mógł natomiast definitywnie zamknąć spotkanie. Sebastian Wiśniowski przejął piłkę jeszcze na własnej połowie i ruszył samotnie w kierunku bramki BKS-u. Po długim rajdzie znalazł się w dogodnym położeniu, ale w decydującym momencie zabrakło mu już sił na skuteczne wykończenie i wynik sprzed przerwy nie uległ zmianie.